Przygotuj się na najzimniejsze

Zima ma u nas najczęściej dwa oblicza. Szarobure z pośniegowym błotem, typowe dla miejskiego krajobrazu, i śnieżnobiałe, w miękkim puchu, typowe dla górskich okolic. W sumie łączy je tylko jedno – jest zimno. Dlatego przychodzimy Wam z pomocą i doradzamy, w co się ubrać na ten najzimniejszy okres roku w dwóch wariantach.

Jeśli zimowy czas spędzasz  w mieście i marzniesz czekając na komunikację miejską lub odśnieżając auto, mamy dla Ciebie kilka rozwiązań, byś nie wychłodził organizmu i wygładał stylowo.  Chyba najbardziej zimowym elementem ubioru są swetry i kamizelki. Zarówno te wykonane z delikatnej dzianiny, jak i z grubej, zgrzebnej wełny. A dzięki swojej różnorodności nadają się zarówno jako elementy bardziej oficjalnych outfitów, jak i bardzo casualowych stylizacji. Warto zaznaczyć, że w tym  sezonie coraz wyraźniej powraca do łask męski klasyk – golf. Warto z nim poeksperymentować. Umiejętnie dobrany zagra również z garniturem. Nie wierzycie? To rzućcie okiem, jak z golfami radził sobie agent jej królewskiej mości 007. Innym wartym polecenia swetrem jest zapinany na guziki kardigan. Jest to bardziej eleganckie rozwiązanie niż klasyczny sweter, choć też znajduje zastosowanie  w luźnych stylizacjach.  Jaki zatem sweter wybrać? Oczywiście wykonany  z naturalnych włókien. Akryl może i fajnie wygląda, kiedy jest nowy, szybko jednak zaczyna „supełkować”, no  i nie dorównuje wełnie pod względem właściwości termicznych. Wełna ma też lepszą oddychalność. Królem wśród swetrowych surowców jest oczywiście kaszmir – przędza uzyskiwana z runa kóz wypasanych w regionie, od którego wzięła swoją nazwę.  Ubrania wykonane  z kaszmiru są miękkie, delikatne  i znakomicie grzeją. Mają tylko jedną wadę: cena oscylująca w okolicach 1000 PLN za kaszmirowy sweter nie jest  z kategorii wygórowanych.

Czapki, rękawiczki i szaliki to inne nieodzowne atrybuty zimowej pory roku. Podobnie jak w przypadku swetrów – sugeruję wybór tych wykonanych z naturalnych materiałów: wełny i skóry. Dla tych z nas, którzy lubią nieco ekstrawagancji, mogę polecić rękawiczki wykonane  z łączonych materiałów – skóry i na przykład tweedu. Wyglądają bardzo stylowo i zachowują swoją pierwotną funkcję – chronią przed zimnem. Natomiast nakrycia głowy – od standardowych czapek (te z pomponami zostawmy na narciarskie stoki), po kaszkiety (polecam te z Harris Tweedu) i ciepłe, filcowe kapelusze. Zwłaszcza te ostatnie pasują niemal do każdego rodzaju wierzchnich okryć. A jeżeli mróz naprawdę mocno ściśnie – są jeszcze uszanki. A skoro jesteśmy przy kurtkach i płaszczach, zdecydowanie polecam płaszcze i dłuższe kurtki. Lepiej chronią przed zimnem i lepiej wyglądają. Zwłaszcza, jeśli mamy pod spodem marynarkę  – nie będzie nam dołem wystawać. Na co dzień polecam budrysówki albo bosmanki. Na bardziej formalne okoliczności dłuższe płaszcze jak dyplomatka albo klasyczny ciężki wojskowy płaszcz. Kolorystycznie królują ciemne granaty, choć od kilku lat furorę (i słusznie) robią camelowe płaszcze. Dobrze dobrane pod względem rozmiaru zapewnią efekt „wow”. A jeśli temperatura pozwoli, warto sięgnąć po trencz, czyli klasyczny jesienno-wiosenny płaszcz o militarnym rodowodzie. Jego nieprzemakalność, wiatroodporność i uniwersalny krój czynią go jednym z obowiązkowych elementów naszej garderoby.

Buty – Jeśli stawiamy na szyk i elegancję – sztyblety i skórzane trzewiki. Przed założeniem przygotujmy je na spotkanie z pośniegowym błotem i solą. Rynek oferuje odpowiednie dla skóry impregnaty chroniące cholewkę przed zniszczeniem. Zadbane buty naprawdę potrafią się odwdzięczyć  – kobiety zwracają uwagę, znacznie większą niż większości z nas się wydaje, na to, co i w jakim stanie zakładamy na nogi. Kolory – zimą dominują ciemne i stonowane granaty i brązy. Nie dlatego, że na przykład biały się nie nadaje. Wręcz przeciwnie, tyle że błotna breja w jaką zamienia się w mieście śnieg skutecznie pobrudzi jasne spodnie. Natomiast „górę” możemy dobierać znacznie swobodniej, oczywiście pod warunkiem że nie pogryzie się z ciemniejszym dołem.  Czas na wypoczynek i tak zwany city break (ang. przerwa od miasta) – czyli czas spędzany poza miastem, w mniej oficjalnych warunkach. Modę narciarskich stoków w tym przypadku zostawmy na boku. Tam rządzą inne zasady. Jednak po aktywnie spędzonym w terenie dniu nadchodzi wieczór. Czy to w schronisku, czy w jakimś pensjonacie. Tu nic nie zastąpi naszych ukochanych jeansów i grubego, dzierganego swetra. Wyobraź sobie teraz trzaskający w kominku ogień, kubek grzanego wina albo mocnego, bożonarodzeniowego piwa, jeansy, ulubiony wełniany sweter i tą jedyną, tulącą się do Ciebie. Zima ma swoje plusy. Jeśli jednak potrzebujemy trochę bardziej formalnego stylu – sięgnijmy po tweedową marynarkę (tak, wiem, powtarzam się  z tweedem, ale to naprawdę genialna tkanina na jesień i zimę)  i wełniane, flanelowe spodnie. Zamiast krawata wybierzmy fular,  a stopy obujmy  w klasyczne brązowe brogsy. Na pewno wyjdzie dobrze i stylowo!

Artykuł powstał przy współpracy z blogiem meskipub.pl i jest autorstwa właściciela bloga Bartosza Borczyka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *