Wyspa rozkoszy

Piękne laguny i wodospady, niezapominane i zapierające dech w piersiach widoki na ocean, plaża, a to wszystko skąpane w blasku wschodzącego słońca. Brzmi jak opis żywcem wyjęty z jakiejś ckliwej powieści romantycznej? Ba, a to dopiero początek. Witajcie na wyspie Jeju, jednym z siedmiu nowych cudów światowej przyrody.

Pewnie niejednemu czytelnikowi marzy się egzotyczna podróż do Azji. Turyści z całego świata swój tęskny wzrok kierują zazwyczaj na Japonię, która, choć piękna,
do tanich nie należy. O Kraju Kwitnącej Wiśni marzy wielu, nie tylko z powodu mnogości atrakcji erotycznych, które może nie są tak nachalne jak w Tajlandii, ale z pewnością trafią w gust niejednego wymagającego klienta, pozostałych zostawiając z szeroko otwartymi oczyma i pytaniem „i ktoś to w ogóle kupi?”. Chcąc jednak wybrać się w podróż na wschód, a dysponując przy tym nieco skromniejszym
budżetem, spokojnie można udać się do Korei Południowej. Ta, co prawda za sprawą swojego północnego sąsiada, traktowana ostatnio raczej z dużą rezerwą. Kraina to istny raj dla wszystkich, którzy chcą dobrze zjeść, podziwiać widoki, natknąć się na niezwykłą architekturę i przede wszystkim zapoznać się z miejscowymi niewiastami, które, trzeba przyznać, z pewnością pod względem urody na głowę biją Japonki. Oczywiście wszystko zależy od gustu, ale piękna kobieta, niezależnie od szerokości geograficznej, piękną kobietą pozostanie. Jeśli zaś wolimy bardziej urokliwe tereny, ale jednocześnie korci nas zapoznanie się z kulturą i kuchnią Korei Południowej, świetnym miejscem na podróż może się okazać wyspa Jeju. Jest ona mniej znana zachodniemu turyście, ale z pewnością azjatyccy podróżni nie raz i nie dwa słyszeli o malowniczych wysepkach należących do Korei, z których największa nazywa się właśnie Jeju.

Jeju jest wyspą pochodzenia wulkanicznego, na terenie której znajduje się miasto nazwane tak samo jak i wyspa, które jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc na Ziemi. W 2015 roku podano, że najpopularniejszym lotem świata jest wewnętrzna trasa pomiędzy Seulem a właśnie wyspą Jeju (figurującą w Polsce pod nazwą Czedżu). To nieprawdopodobne, ale loty te odbywają się co 15 minut, a łączna liczba pasażerów, którzy w tamtym okresie mieli przyjemność odwiedzić ten malowniczy zakątek, wyniosła aż 11 milionów osób. Oznacza to, że każdego dnia w stronę wyspy Jeju odlatuje łącznie z Seulu aż 200 samolotów. Najciekawszy w tym wszystkim jest fakt, że na drugim miejscu uplasowała się trasa pomiędzy Tokio a Sapporo, którą w ciągu roku w ybrało aż 8 milionów osób. Ludność tego regionu utrzymuje się głównie z turystyki i rybołówstwa.  Turyści, głównie koreańscy nowożeńcy, którzy od niepamiętnych czasów zjeżdżają tutaj, aby właśnie w pięknych okolicznościach przyrody zgłębiać tajniki sekretnej sztuki miłości, doceniają nie tylko klimat i atmosferę miejsca, ale też kultywują tradycję zapoczątkowaną jeszcze przez swoich rodziców. Mało tego, w koreańskiej telewizji większość seriali romantycznych ma wątki rozgrywające się właśnie tutaj. Świadczy to nie tylko o rodzimym patriotyzmie, ale o sile miejsca samego w sobie. Zresztą nie można powiedzieć, że Jeju odwiedzana jest tylko przez Koreańczyków. Równie chętnie tę wyspę wybierają również Chińczycy.

 

Jeju określana jest często Hawajami Korei Południowej, a fakt, że przez internautów wytypowana została jako jeden z Siedmiu Nowych Cudów Natury w konkursie zorganizowanym przez szwajcarską fundację New7Wonders, też pozostaje nie bez znaczenia. Dobrze, ale co można zwiedzać na wyspie? W sumie plaża i słońce brzmią kusząco, slogany reklamowe pod tytułem „Raj na Ziemi” też pozostają nie bez pokrycia, ale przecież chciałoby się powiedzieć, to wszystko już było. Otóż na Jeju jest coś, czego nie mają inne tego typu przybytki na Ziemi. I nie chodzi tu wcale o kobiet y czy jedzenie. Nic z tych rzeczy. Ta wyspa ma jeszcze jedno oblicze, o którym nie wszyscy mówią głośno. Otóż tylko tu rzeźby i instalacje przedstawiające pozycje rodem z Kamasutry zdobią niemal każdy zakątek znajdującego się w tym rajskim krajobrazie parku tematycznego o dźwięcznej nazwie Love Land. Ponoć artystyczna strona samych prac oraz ich realność nie wzbudzi artystycznych „ochów” i „achów”, ale z pewnością dostarczą niezapomnianych wrażeń i chwil pełnych śmiechu spragnionym atrakcji podróżnym.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *