Na miarę, czyli dobieramy marynarkę

Marynarka jest jednym z typowo męskich elementów ubioru. I jednym z bardziej uniwersalnych w kontekście stopnia formalności ubioru. Jak ją zatem nosić?

Zestawy oparte na marynarce będą w sam raz na luźny i niezobowiązujący wypad do pubu, zmieszczą się w dress-code większości firm, a także nadadzą się na niektóre bardziej formalne okazje. Słowem – w marynarce można być zarówno bardzo wyluzowanym gościem, jak i strasznym sztywniakiem, a marynarka (a najlepiej kilka) powinna stanowić żelazny element męskiej garderoby. Na co więc zwrócić uwagę, wybierając marynarkę, aby później dobrze w niej wyglądać i dobrze się czuć? Materiał, z jakiego uszyta jest marynarka (i dotyczy to także wszystkich innych elementów naszego ubioru) ma olbrzymie znaczenie dla komfortu użytkowania. Wybierając marynarkę, pierwszą rzeczą, którą sprawdzam, jest metka ze składem tkaniny (zwykle ukryta w wewnętrznej kieszeni). Z miejsca odrzucam wszystkie produkty, które mają więcej niż 10% dodatek sztucznych włókien: poliestry, poliamidy itp. Niestety plagą jest stosowanie poliestrowych podszewek (zamiast na przykład wiskozowych) w marynarkach, w których zasadnicza tkanina to wełna, bawełna, kaszmir lub len i ich mieszanki.

Dlaczego materiał jest tak ważny? Po prostu zapewnia przewiewność. Naturalne włókna mają wspaniałe właściwości higroskopijne i termiczne, które jak na razie są nie do podrobienia przez ich sztuczne odpowiedniki.  Z kolei zaletą sztucznych włókien jest ich większa wytrzymałość, stąd niewielki dodatek może być zaakceptowany jako wzmocnienie struktury głównej przędzy. Dopasowanie. Jeśli założymy na siebie za dużą marynarkę, nie będzie to dobrze wyglądało. W drugą stronę też nie można przesadzić. A niestety wielu sprzedawców będzie piać z zachwytu przy każdym mierzonym egzemplarzu, byle coś sprzedać. Mierząc, zapinamy marynarkę (dwuguzikową na górny guzik, trzyguzikową na dwa górne lub tylko na środkowy – zależnie od konstrukcji). Jeśli wokół zapięcia tworzy się „rozgwiazda” oznacza to, że mamy za ciasną marynarkę. Dobrze dopasowana powinna zmieścić pod guzikiem naszą zaciśniętą pięść i nic więcej. Należy też spojrzeć w lustro – marynarka o poprawnej konstrukcji powinna podkreślać naszą talię. Gdy staniemy przodem do lustra ze swobodnie opuszczonymi ramionami, między zgięciem łokcia a korpusem powinien być widoczny kilkucentymetrowy prześwit. Długość rękawa – mankiet koszuli powinien sięgać do nasady kciuka, czyli do krawędzi dłoni (nie mylić nasady kciuka z pierwszym stawem kciuka). Rękaw marynarki powinien odsłaniać (przy swobodnie opuszczonych ramionach, nie wyciągniętych przed siebie) około 1,5 cm mankietu koszuli.

Większość marynarek oferowanych w sklepach ma dość długie rękawy, co jest celowym zabiegiem, gdyż ich skrócenie jest prostą i podstawową przeróbką krawiecką (zwykle jej koszt waha się od 30 do 50 zł, a często jest też opcją darmową przy okazji zakupu marynarki). Natomiast należy unikać dodatkowych centymetrów w barkach – linia ramion powinna swobodnie opadać, a nie tworzyć sztywne kanty– ich zwężenie to już trudniejsza i bardziej kosztowna przeróbka…Długość marynarki powinna być tak dobrana, aby jej dolna krawędź dzieliła naszą sylwetkę na pół. Jednym z najważniejszych detali rzutujących na całościowy odbiór marynarki jest położenie guzika. Niestety, bardzo często krajowi producenci windują go zbyt wysoko. W przypadku najpopularniejszych, dwuguzikowych marynarek górny guzik powinien znajdować się na  wysokości naszej talii, czyli tuż powyżej pępka. Tak, aby dzielił marynarkę mniej więcej na pół. Wyższe ułożenie guzika zaburza proporcje i powoduje, że często będą rozchodziły się poły marynarki, dając nieestetyczny efekt.

Marynarka powinna podkreślać zalety  naszej sylwetki i korygować jej ewentualne mankamenty. Warto postawić na model z szerokimi klapami (tzn. 7 i więcej cm w ich najszerszym miejscu). One poszerzają optycznie naszą klatkę piersiową i podkreślają trójkątny zarys naszej sylwetki. Ponownie muszę tu rzucić kamyk do ogródka wielu krajowych (i nie tylko) producentów upierających się przy wąskich (3-5 cm) klapach. Brustasza, czyli kieszonka piersiowa, lepiej wygląda, przynajmniej moim zdaniem, jeśli częściowo chowa się pod klapą marynarki. Jeśli odjeżdża za bardzo na bok, bardzo zaburza harmonię naszego ubrania. Mniej znaczy więcej! Istną plagą są marynarki (i nie tylko) przyozdobione przez projektantów dodatkowymi przeszyciami, lamówkami,przesadnie kolorowymi guzikami czy dodatkowymi butonierkami mieszczącymi się bardziej w jarmarcznej niż eleganckiej stylistyce. Im mniej takich „ozdobników” tym lepiej – proste formy są ponadczasowe.

Kiedy jaka marynarka?  W przypadku bardziej formalnych zestawów królować będzie granat i gładka wełna czesankowa. Można ją wtedy zestawić np. z szarymi bądź beżowymi spodniami, białą koszulą i krawatem. W przypadku luźniejszych stylizacji jesienią i zimą modne będą grube, zgrzebne wełny (polecam tu moje ulubione tkaniny Harris Tweed albo Donegal Tweed), doskonale komponujące się z ukochanymi przez nas dżinsami. Z myślą o wiosennych i ciepłych dniach warto zaopatrzyć się w marynarki bez podszewki uszyte z lnu, bawełny lub innych tkanin o otwartym splocie, co zapewni minimum komfortu w najbardziej upalne dni.

 

Artykuł powstał przy współpracy z blogiem meskipub.pl i jest autorstwa właściciela bloga Bartosza Borczyka.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *