Głos tysięcy kobiet

Codziennie otrzymuje setki wiadomości. Porzuconym kobietom radzi jak zapomnieć, facetom doradza, jak je zdobyć. Ale dlaczego zwracają się akurat do niego? Ponieważ Kobus nie owija w bawełnę i mówi wprost, jak jest. Pomaga się otrząsnąć i spojrzeć na świat z dystansem

Twój Weekend: Czytając Twojego Facebooka można odnieść wrażenie, że znalazłam się na stronie jakiegoś popularnego psychoanalityka. Czy nie przytłacza Cię to, że codziennie zgłaszają się do Ciebie obce osoby po poradę?
Mateusz Kobus: Nie przytłacza, ale przeraża, najbardziej fakt, że tak wielu ludzi nie ma w swoim życiu osoby, z którą mogłoby szczerze i prawdziwie porozmawiać. Odnoszę wrażenie, że współczesne znajomości zostały spłycone już tylko do rangi spędzania ze sobą czasu i stwarzania przed sobą pozorów. Bo co mogą powiedzieć Ci znajomi czy przyjaciele? Będzie dobrze, nie martw się?Już widzę jak rozbita osoba odrzuca swoje przekonania i zaczyna skakać z radości. To się nie sprawdza, ale w dobie szybkiego życia i miliona spraw na głowie niestety jest coraz częściej praktykowane.Ciągle tylko gadamy, gadamy i gadamy – a powinniśmy po prostu szukać rozwiązań. Ludzie chętnie karmią nas fajnie brzmiącymi frazesami, ale nie chcą brać na barki ciężaru naszych spraw i angażować się w nieswoje historie. Co więc mówi to o współczesnych znajomościach, zrozumieniu i idącą za nim pomocą? Może zamiast chwilowego uścisku dłoni, wystarczyłoby podać rękę i pociągnąć do siebie kogoś w taki sposób, aby wstał z kolan? I chyba właśnie to moje empatyczne podejście ściąga do mnie tych wszystkich ludzi, którzy doszukują się we mnie starego dobrego kumpla, na którego zawsze mogli liczyć. Polegać bezinteresownie, niezależnie od wszystkiego. Takie przyjaźnie są cenne, ale stanowią niestety rzadkość.
TW: Piszesz o zdradach, wytrwałości w związkach i docenianiu partnera. Czy uważasz, że obecnie ludzie mają problem z nawiązaniem dłuższej relacji?
Kobus: Uważam, że problem nie leży w samym nawiązywaniu relacji, a pokusie i możliwościach, które przyniosła nam współczesna technika i technologia. Żyjemy w czasach, w których jesteśmy w stanie za pomocą jednej prostej aplikacji mobilnej poznać setkę ludzi z naszej okolicy, uprzednio wiedząc, czy im się podobamy. Nawiązywanie relacji stało się zwyczajnie proste, tanie i szybkie. Czy z tego punktu widzenia posiadanie przewidywalnego partnera, który pozostawia wiele do życzenia, jest opłacalne? Czy warto pracować nad swoim związkiem? Toczyć nieskończone walki, kiedy można po prostu kliknąć i powiedzieć „następny proszę”? I to właśnie łatwa wizja chwilowych orgazmów i intensywnych przeżyć: poznania kogoś nowego, kogoś, kto będzie tajemniczy, pociągający, inny niż partner, z którym po 6 latach związku można porozmawiać przy porannej jajecznicy o pogodzie, stała się pociągająca. A dłuższe relacje? Te są po prostu problematyczne. Problematyczne w mniemaniu ludzi, którzy starają się tylko w okresie poznawczym i chwilę po, a później uznają partnera za oczywistość, serwując mu obojętność i rutynę. Tymczasem związki to nieustanna praca, 24/7. Zamiast się starać, rozumieć i po prostu być dla siebie wsparciem i na tym budować solidne fundamenty wspólnej przyszłości, wolimy stawiać na chwilowe orgazmy i intensywne przeżycia, które nie są niczym trwałym. I to największy błąd, ponieważ ignorując potrzeby partnera, uczymy go, że może żyć… bez nas.
TW: Jak to jest, że w XXI wieku najbardziej odkrywcze jest wszystko to, co wcześniej było oczywiste? Że zdrada boli, facet ma być męski, a kobieta lubi być adorowana? Czujesz czasem, że to, co piszesz, wie każdy, ale nie każdy ma ochotę być szczery ze sobą, szczery w swoich czynach?
Kobus: Młodzi ludzie mają problem z nazywaniem rzeczy po imieniu. Czasami łatwiej jest pewnych rzeczy nie widzieć, nie zastanawiać się, pozostawić takimi, jakie są. Ale jeśli człowiek to gatunek stadny, który żyje w grupie, to może warto zadbać o jakość tych kontaktów? To, że będziemy korelować z ludźmi, partnerem jest pewne jak śmierć i podatki. Dlaczego zatem mamy rozwijać pasje i zainteresowania, a nie związki?
TW: Zgadzasz się ze stwierdzeniem, że ludzie teraz wszystko spłycają i sprowadzają do wspólnego mianownika, mówią „takie czasy, chcę szybko, ostro, wyraźnie”, a kiedy tego nie ma, to „na razie”?
Kobus: Zgadzam się, ale każdy kij ma dwa końce. Dzięki swojej przygodzie z pisaniem o ludziach dla ludzi, uświadomiłem sobie, jak wielu moich czytelników myśli podobnie do mnie. I takie osoby przywracają mi wiarę w świat, który znałem jeszcze przed tą całą przygodą z nazywaniem rzeczy po imieniu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że świata nie zmienię. Ludzie nadal będą robić to, co robią, i bardzo dobrze, bo przecież każdy ma prawo do takiego życia jakie uważa za słuszne. Chcesz szybkich znajomości, patrzenia nie w swój sufit i porannych niezręczności? Proszę bardzo, masz do tego prawo. Nie chcesz się sparzyć gościem, który obieca Ci wszystko, tylko po to, abyś patrzyła w jego sufit? Proszę bardzo, wszystko pozostaje w kwestii Twojego zdrowego rozsądku i TWOJEJ decyzji. Myśl. Po prostu myśl.

TW: W dzisiejszym świecie, w którym trzeba być tak bardzo dopasowanym i wyrozumiałym, Ty mówisz wprost, do czego i kobiety i mężczyźni mają prawo. Nie uważasz, że z jednej strony to bardzo przykre, że ludziom trzeba mówić „tak ,masz prawo czuć, co czujesz”, „masz prawo wymagać”? 

Kobus: Podpisuję się pod tym obiema rękami. To moje przeżycia, doświadczenia i obserwacje. Słowo klucz? Moje. Nie każdemu będzie pasował styl życia Kobusa. Nie każdy będzie wierzył w moje przekonania i ochoczo akceptował moje prawdy. Czy Kobus musi być wyrozumiały? Nie. Tak samo jak mój czytelnik nie musi się ze mną zgadzać. Nie chcę myśleć za ludzi, nie chcę też dawać im gotowych schematów na udane relacje. Pragnę jedynie im pokazać, że warto korzystać z prawa, które mamy – prawa do logicznego myślenia i własnych poglądów.
Oczywiście chciałbym wierzyć, że za każdą łapką w górę pozostawioną na moim Facebooku kryje się osoba, która faktycznie się zastanowi, pomyśli i wyciągnie wnioski. Niestety, pewnie różnie z tym bywa. Jeśli jesteś czytelnikiem, który myśli i wyciąga wnioski, to doskonale będziesz wiedział, że dojrzałość emocjonalną przynoszą doświadczenia, a nie blogi. Ja mogę rzucić pewną myśl, pokazać schemat – reszta należy do Ciebie.
TW: Jak uważasz, o seksie zostało powiedziane niemal wszystko, czemu w takim razie tak trudno jest teorię przekuć w praktykę? Czemu ludzie boją się rozmawiać o swoich potrzebach?
Kobus: Seks w dużej mierze stał się przereklamowany. Retuszowane okładki magazynów, wyćwiczone tyłki na siłowni i faceci, którzy się w tym wszystkim po prostu pogubili. Może wystarczyłoby zacząć ten seks uprawiać, zamiast topić go w przechwałkach i bezproduktywnym gadaniu?
Może to jest rozwiązanie problemów kobiet, które opisują mi swoje najróżniejsze fantazje, dodając, że punktem honorowym ich mężczyzn jest zadowolenie… przede wszystkim siebie? Może to jest sposób na panie, które fantazjują, ale jak przyjdzie co do czego, to po prostu udają… drzewo? Życie jest za krótkie na kiepski seks – ale za to odpowiadacie sami.

TW: Co powiedziałbyś osobie, która straciła kontrolę nad swoim popędem i całą swoją siłę życiową kieruje ku zdobywaniu, zaliczaniu i nieodzywaniu się?
Kobus: Że karma wraca. Ukręcasz bat, jak nie na siebie, to na swoje córki, którym przyjdzie kiedyś obcować z takim jak Ty.
Rozumiem, że młodość musi się wyszaleć, ale gdyby ta młodość była uczciwa przede wszystkim wobec siebie i mówiła jasno, czego oczekuje od drugiej strony, to nikt do nikogo nie miałby pretensji. Rozumiem, że najłatwiej zbajerować i naobiecywać, kryjąc za tym chęć ściągnięcia z kogoś majtek – ale Twoja chwilowa satysfakcja ma realny wpływ na późniejsze samopoczucie i decyzje osoby, która Ci zaufała.
A to już jest nie fair.
Rozumiem, że rządzi nami fizjologia i instynkty, ale jeśli zapakowaliśmy swoje ciała w jeansy i szybkie samochody,
a nasi ojcowie puszczają rakiety w kosmos, to serio nie jesteśmy w stanie nad tym zapanować? Kobieta może uprawiać seks zawsze, mężczyzna musi się o to postarać – do kogo więc należy decyzja? Kierowanie się emocjami w pewnych sytuacjach nie oznacza, że nie możemy powiedzieć „nie”. Liczmy się z konsekwencjami, one istnieją – zawsze.
TW: Jeśli chodzi o jednorazowe przygody – dlaczego tak trudno facetom po seksie napisać/zadzwonić i podziękować za miłe chwile, nawet jeśli to nieprawda?
Kobus: Nie wiem, ja zawsze…
oddzwaniałem. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *