Godne rozstanie

Ludzie się rozstają, schodzą, odchodzą… „Takie życie” – mówią. Ale nie zawsze zdają sobie sprawę, że koniec związku jest czasem niewyobrażalną traumą, która rzutuje na całą przyszłość porzuconego człowieka. Pewność siebie niweluje do zera, zatrzymuje w stanie smutku, pcha ku zemście, a nawet może doprowadzić do depresji. O tym, jak sobie poradzić ze skutkami rozstania, rozmawiamy z psychologiem Pawłem Dębkiem, który w swojej praktyce lekarskiej pomógł wielu porzuconym mężczyznom.

Aleksandra Podkówka: Czy to prawda, że ból po rozwodzie/rozstaniu jest porównywalny do bólu w trakcie żałoby, po śmierci ukochanej osoby?
Paweł Dębek: Mówi się, że śmierć partnera/małżonka jest jednym z najbardziej stresujących wydarzeń, których doświadczamy w życiu. Bardzo często zdarza się, że ból jest tak wielki, iż
w jednym roku odchodzi jeden małżonek po drugim. Zaryzykowałbym tezę, że rozstanie jest trudniejsze niż śmierć ukochanej osoby, ponieważ jest ona zjawiskiem ostatecznym, nieodwołalnym, na jakimś poziomie świadomości wiemy, że do tego, co było, nie mamy powrotu, nie można zadzwonić itd., natomiast po rozstaniu zawsze można snuć fantazje o powrocie, o nowym początku, o tym, że można to naprawić, że partnerka wróci… Trudniej jest przejść etap pogodzenia się z rzeczywistością, pojawia się niezgoda na to, co się wydarzyło, i że trzeba się teraz zaadoptować do nowych warunków, zacząć żyć trochę inaczej.
AP: Czy są jakieś etapy przejścia przez ból po rozstaniu?
PD: Generalnie przy rozstaniu mamy do czynienia z żałobą, a żałoba w naszym życiu może pojawić się w różnych momentach związanych ze stratą, nie tylko ze śmiercią. Może być spowodowana także utratą awansu w pracy. Wtedy również żegnamy się ze swoimi wyobrażeniami, marzeniami o tym, jak byśmy żyli. Dlatego z żałobą mamy do czynienia w różnych okresach życia. Rzeczywiście ma ona swoje etapy, co nie oznacza, jak to bywa w psychologii, że możne je sobie tak od linijki zmierzyć; każdy przechodzi je inaczej. Może to różnie wyglądać u poszczególnych osób, może mieć inną dynamikę, różny okres trwania, inne akcenty itd. Ale rzeczywiście na początku ciężko się z tą nową rzeczywistością pogodzić, wtedy najczęściej pojawia się złość w pierwszym okresie po rozstaniu, taki rodzaj niezgody, że to się wydarzyło, to trochę tak, jak byśmy nie chcieli tego zaakceptować, zaczynamy się złościć na rzeczywistość, ale także na partnera lub na samego siebie, często obwiniając się, że coś zrobiłem nie tak, to moja albo to jej wina. Potem przychodzi okres smutku, czyli czas przeżywania straty, rozstawania się z przeszłością. Jeśli ten okres przebiega powoli i jest zamknięty, rozpoczyna się etap otwarcia się na nowe. Na etapie smutku nieczęsto widzimy dobre rzeczy
i trudno nam optymistycznie patrzeć w przyszłość. Nadciągają wtedy ciemne chmury, gradowo-burzowe, ale potem zaczyna przebijać słońce i możemy zobaczyć, że w tym utraconym związku było też dużo dobrych momentów, dni. Możemy dostrzec rzeczy, które dzięki temu zrobiliśmy, zobaczyliśmy, które daliśmy.

Powody rozstania
AP: Z jakimi powodami rozstania przychodzą do pana pacjenci mężczyźni, czy częściej była to ich wina czy partnerki?
PD: Najlepiej od samego początku zrezygnować z orzekania, czyja to była wina. Najzdrowszym rozwiązaniem, ale często też bardzo trudnym, jest powiedzenie sobie, że wina leży po obu stronach. Po 50 procent, bez dzielenia i przeciągania, ponieważ oboje w tym byliśmy. Jeżeli przez lata funkcjonowałem w związku i zgadzałem się na pewne rzeczy, to jestem tak samo współodpowiedzialny za to, co się wydarzyło. Psychologia ma inną dynamikę, inny porządek, to nie jest porządek prawny, gdzie się orzeka o czyjejś winie i odpowiedzialności, tylko bardziej chodzi o to, żeby zaakceptować życie takim, jakie jest, i pójść dalej w kierunku otwarcia.
AP: A gdy przychodzi pacjent i mówi: „Panie doktorze, zdradziłem, żona chce się ze mną rozwieść, co mam zrobić?”
PD: Jeśli usłyszałbym od pacjenta, że chce to naprawić, to zaczęlibyśmy rozmowę od tego, jak to się stało. W jakim jest miejscu, co może jeszcze zrobić w tym kierunku.
To, co wtedy jest najskuteczniejsze, to terapia par, czyli pojawienie się ich we dwójkę i wspólne uzgodnienie, co mogą zrobić. Przyglądanie się związkowi razem z terapeutą, ponieważ zdrada czasem jest wynikiem pewnej dysfunkcji w związku, za którą odpowiedzialne są dwie strony. Oczywiście zdrada nie jest winą dwóch osób, ale wiele czynników się na nią składa, np. kiedy coś niedobrego dzieje się w związku,
a partnerzy o tym nie rozmawiają. To, że jedna osoba decyduje, by szukać czegoś poza związkiem, jest konsekwencją tej właśnie dysfunkcji.
AP: Czy można powiedzieć, że zdrada jest obecnie najczęstszym powodem rozstań?
PD: Na podstawie swoich gabinetowych doświadczeń nie mogę stwierdzić, czy dana przyczyna jest powodem większości rozstań, ponieważ moi pacjenci nie są grupą reprezentatywną. Są różne motywy i różne powody. Myślę, że zmieniają się teraz męskie i żeńskie role, a też w związku z tym zmieniają się oczekiwania partnerów względem siebie. To jest trudne dla obu stron, kiedy kobieta mówi, że chce zarabiać, chce funkcjonować, kariera jest dla niej równie ważna, jak dla mężczyzny
i nagle się okazuje, że te wzorce, które mieli z małżeństwa swoich rodziców,
w taki prosty sposób przestaje funkcjonować, trzeba to poukładać jakoś inaczej.
AP: Wtedy dochodzi do spięć związanych z rozczarowaniem związkiem…
PD: Czasami dochodzi do walki o to, kto jest ważniejszy, czyje potrzeby są istotniejsze i to jest bardzo trudna droga dla związku.

Cierpienie po rozstaniu
AP: Czy inaczej po rozstaniu cierpi mężczyzna, a inaczej kobieta?
PD: Nie ma specjalnych różnic emocjonalnych na poziomie doświadczania
i przeżywania, natomiast to, czym się przede wszystkim różnią płcie, to uzewnętrznianie, czyli wyrażanie uczuć. Kulturowo na skutek społecznego treningu mężczyźni kumulują w sobie ekspresję emocji, nie przyznają się do tego, że coś przeżywają, chociaż to też się teraz zmienia. Jeśli chodzi o takie emocje jak żal, smutek, to mężczyźnie znacznie łatwiej jest przykryć je złością, ponieważ złość jest społecznie bardziej akceptowalna. Facet, który się złości, jest ok, ale ten, który płacze, już niekoniecznie. Dlatego mężczyźni zamiast przejść spokojnie przez okres smutku, od razu się złoszczą, co jest kłopotliwe, ponieważ ze smutkiem jest zupełnie inaczej niż ze złością, ponieważ smutek musi się wysycić. Jeśli się nie wysyci, to wraca ze zdwojoną mocą, dlatego ważne jest, żeby przeżyć ten okres smutku, nie uciekać od niego, nie zagadywać go, nie zaprzeczać mu, przyznać się do niego, bo może się nasilić w sposób niekontrolowany. Trzeba się na niego zgodzić
i dać sobie prawo, by być smutnym. Złość możemy świadomie podsycać i podgrzewać, co jest zupełnie niekonstruktywne, a nawet wyniszczające. Mężczyznom jest trudniej, ponieważ smutek jest równoważny z okazaniem słabości w społecznym, stereotypowym odbiorze.
AP: Czy jest jakaś metoda na skrócenie czasu trwania smutku po rozstaniu?
PD: Cała idea polega na tym, żeby go po prostu przejść, bez przyspieszania. Czas trwania smutku zależy od wielu czynników – przede wszystkim od tego, jak ważny dla nas był ten związek. Wiadomo, że inaczej przeżywają rozstanie nastolatkowie po miesięcznym chodzeniu, a inaczej małżeństwa po kilkunastu latach partnerstwa. Trzeba po prostu dać sobie czas, ponieważ smutek słabnie i powoli możemy wracać do codzienności.

I co dalej?
AP: Jak sobie poradzić z myślą, że ta druga osoba jest szczęśliwa z kimś innym?
PD: Po pierwsze uświadomić sobie, że tego nie wiemy. Bo tak naprawdę nie wiemy, jak ktoś się czuje w nowym związku, zważywszy na to, że nie mamy z tą osobą kontaktu. To bardziej nasze wyobrażenie, że ona jest teraz szczęśliwsza, które jest wyłącznie naszą fantazją i robimy sobie nią krzywdę. Im bardziej będziemy myśleć, że ja jestem samotny, nieszczęśliwy, a ona spełniona, tym bardziej będziemy przez to cierpieć. Gdy do rozstania włączamy trzecią, tą nową osobę, jest to bardzo krzywdzące i autoagresywne. Nieustanne porównywanie się z nowym partnerem ukochanej, wpędzanie się w poczucie winy, to najbardziej wyniszczające czynniki. Rada na to jest prozaiczna – należy przestać to robić, choć jest to bardzo trudne,
a w skrajnych przypadkach przeradza się w obserwowanie i nękanie kogoś.
AP: Jak zatem zapomnieć?
PD: Należy przede wszystkim przestać obserwować daną osobę na portalach społecznościowych, ponieważ, jak wiadomo, pokazywane życie
w internecie jest zupełną fikcją – często mija się z prawdą, ponieważ pokazuje się światu tylko te najlepsze aspekty swojego życia, tylko to, czym pragniemy się pochwalić. Najlepsza rada to nie zajmować się tym, wyłączyć sobie myślenie, co były partner czuje, czy jest teraz szczęśliwy. To zresztą jest na tyle wygodne, że ludzie robią tak, żeby uciec od swoich emocji. „Gdy się dowiem jak ona się czuje, nie będę musiał się zmagać ze swoimi uczuciami” – niestety jest to błędne myślenie i jeszcze bardziej skłania nas do negatywnego podejścia i złego samopoczucia. Czasem przez portale społecznościowe, np. Facebooka, mamy mylne poczucie, że ten związek ma jeszcze szanse, bo mamy z nią kontakt.


AP: Zatem jakie są sposoby, by się uwolnić od chęci sprawdzania, napisania do drugiej osoby?
PD: Należy skasować konto na Facebooku choć na chwilę albo tymczasowo zablokować siebie na portalach społecznościowych, by odzwyczaić się i spokojnie przejść przez etapy smutku, złości i akceptacji po rozstaniu. Im szybciej zobaczymy tą granicę, tym łatwiej nam będzie się z nią pogodzić. Jeśli będziemy żyli czyimś życiem na odległość zrobimy sobie dużą krzywdę.
AP: Jak zachowywać się przy byłej partnerce, gdy ma się wspólnych znajomych?
PD: Dojrzałość ludzi polega na tym, żeby się rozstać tak, by dało się ze sobą rozmawiać. Nie należy sobie tego rozstania utrudniać obwinianiem się nawzajem. Im więcej zaczniemy odpuszczać drugiej osobie w głowie, tym lepiej robimy dla samego siebie i lepiej się poczujemy.
AP: Dziękuję za rozmowę.
PD: Ja również dziękuję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *