Przystanek impreza

Śmiech, pot, głośna muzyka i całkowite szaleństwo! Tego wszystkiego nie może zabraknąć wakacyjną porą, o czym niezmiennie przekonują nas bywalcy letnich festiwali. A tych w Polsce z roku na rok przybywa. Zwłaszcza że w naszym kraju od kilku lat nie brakuje wydarzeń muzycznych, które niczym nie ustępują tym, jakie rozgrywają się w podobnym czasie u naszych zachodnich, ale i wschodnich sąsiadów

Na jednych nie wypada nie być, inne znów gwarantują szalone przygody już na etapie pakowania. Wszystkie jednak dostarczają moc pozytywnej energii, która niczym słynny królik z reklamy baterii będzie nas nakręcać jeszcze długo po tym, kiedy ostatni wykonawca rozmyje się w niebycie naszych wspomnień. Wszystko zaś po to, aby w jesienne i zimowe dni, kiedy do drzwi zapuka przygnębienie i wszechogar- niająca niemoc, móc się pokrzepić myślą, że już niedługo słońce wyjdzie, a muzyka na nowo zagości w naszych sercach. Niezależnie jednak od tego, jakich emocji poszukujemy i czego chcemy posłuchać, polska muzyczna scena festiwalowa z pewnością nas nie zawiedzie. Tym bardziej że od paru lat swobodnie możemy przebierać w gwiazdach, jakie gościć będą na naszym rodzimym podwórko. Trzeba również przyznać, że polskie narzekanie i marudzenie śmiało można sobie darować, zwłaszcza że nie mamy czego się wstydzić w porównaniu do naszych zachodnich sąsiadów. Liczba światowej sławy muzyków goszczących u nas w Polsce wcale nie odbiega od europejskiego standardu. Zresztą nasi rodacy coraz chętniej przy wyborze festiwalu czy większego wydarzenia muzycznego kierują się nie tylko popularnością wokalisty czy zespołu, ale patrzą również na jego renomę i charakter. Dlatego też nie powinien nikogo dziwić fakt, że w niektórych kręgach w dobrym tonie jest być na Open’erze, zaś bycie na Woodstocku zainteresuje przede wszystkim miłośników mocnych wrażeń. Choć uczestnicy obu festiwali zapewniają, że zarówno na gdyńskim lotnisku, jak i w Kostrzynie doświadczyć można rzeczy magicznych. I zapewne tak jest, szczególnie jeśli ogląda się relacje na żywo z obu wydarzeń. W tym roku letnia festiwalowa przygoda rozpoczęła się w czerwcu w Warszawie na tamtejszym 10. już Orange Warsaw Festival. Wśród zaproszonych gości wymienić warto: Kings of Leon, Kodaline, Years & Years czy dj Martina Garriksa.

Niektórzy wypominali, że jubileuszowa odsłona Warsaw nie powala na kolana jakością zaproszonych gwiazd i z pewnością nie może konkurować z porównywanym często do niego krakowskim festiwalem, ale gadaniem malkontentów nie należy się wcale przejmować. Publiczność nie tylko świetnie bawiła się przy dźwiękach rockowych gitar, ale też nie żałowała aplauzu dla bardziej elektronicznych dźwięków, jakie na koniec pierwszego dnia zaprezentował didżej Martin Garrix. Polskie gwiazdy również stanęły na wysokości zadania. Popis talentów aktorko-wokalnych zafundowała swojej publice Maria Peszek. Wokalistka nie raz i nie dwa udowodniła już, że nie tylko potrafi porwać publiczność, ale ostrość jej tekstów niejednego, bardziej wrażliwego odbiorcę może przyprawić o szybsze bicie serca. Open’er również w tym roku nie zachwycił liczbą wielkich nazwisk na afiszach, jednak organizatorzy z pewnością nie mogli narzekać na niską frekwencję. Zwłaszcza że gwiazdą otwierającą gdyński festiwal był słynny brytyjski zespół Radiohead. Tom York jak zwykle nie zawiódł swoich fanów i wraz z zespołem przygotował trwające niemal dwie godziny show, które udowodniło że Radiogłowi to klasa sama w sobie. Nie zawiedli również Foo Fighters, the Weekend oraz Lorde. Ta ostatnia grupa szczególnie pokazała, że koncert muzyki pop może być przeżyciem, które na długo zapadnie w pamięć. W pamięci wielu uczestników zostanie z pewnością kostrzyński Woodstock. Na drugi plan schodzi w tym momencie fakt, czy mowa o tegorocznej czy zeszłorocznej odsłonie tego wydarzenia. Takie rzeczy nie mają większego znaczenia. Woodstockowicze zgodnie podkreślają, że w tym szczególnym czasie najważniejszy jest kontakt z drugim człowiekiem, życzliwość i poczucie, że w końcu gdzieś jest miejsce, gdzie słowo „wspólnota” nabiera pełniejszego znaczenia. Plus nieodzowny element Woodstocku – jazda zatłoczonym pociągiem, spanie na polu namiotowym i zabawa w błocie. Ponoć, żeby powiedzieć sobie, że naprawdę się żyje, trzeba choć raz w życiu wybrać się do Kostrzyna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *