Lodołamacze

Złamania kończyn, wybite zęby, liczne siniaki i lima… to nie skutki ustawek kiboli, a obrażenia po przejechaniu toru do ice cross downhillu. Ta całkiem nowa dyscyplina sportu narodziła się w Kanadzie – stolicy świata wszelkich sportów zimowych. Nie jest to jeszcze sport olimpijski, choć zawodnicy za każdym razem starają się, by z roku na rok podnieść rangę zawodów do klasyfikacji olimpijskiej, to zawsze ten sport uważa się za nazbyt niebezpieczny.

Ice cross downhill to inaczej łyżwiarstwo ekstremalne. Polega na zjechaniu 4-osobowej ekipy ze stromego, oblodzonego, otoczonego bandami toru z przeszkodami w jak najszybszym czasie. Zawodnicy ice cross podczas zjazdu osiągają prędkość ponad 70 km/h. Przy tak dużej dynamiczności sportu łatwo o wszelkie upadki, dlatego sportowcy muszą być „uzbrojeni” w bieliznę termoaktywną, spodnie i ochraniacze hokejowe, osłony na genitalia, kaski z facemaskami (tzw. kratkami), rękawice, by przeciwnik ostrą łyżwą nie obciął zawodnikowi palców, oraz ochraniacze na zęby (co w niektórych przypadkach niestety nie zdało egzaminu).

Zawody ice crossa odbywają się zawsze na specjalnie wybudowanych do tego celu niestacjonarnych torach. Zwykle umiejscawia się je w środku miasta, przykładowo zawody organizowane przez Red Bulla będą miały w tym roku miejsce w Marsylii we Francji, w Jyväskyli w Finlandii, czy w Moskwie w Rosji i Saint Paul w USA. W rozgrywkach na światowym poziomie bierze udział tylko trzech Polaków – Kuba Owczarek, Robert Heisig i Robert Grochowicz. AP

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *