Nieludzka tradycja

Zabijanie niemowląt, zbiorowe samobójstwa i eksterminacja całych klanów. W ten przedziwny sposób Tikopianie dbają o dobro swojej społeczności

Pięć kilometrów kwadratowych pokrytych lasem równikowym, jezioro w kraterze wygasłego wulkanu, a na wybrzeżu złociste plaże, które otacza rafa koralowa. Słońce, palmy, egzotyczne owoce, piękna pogoda. Raj? Tylko w pewnym sensie. Tikopia jest maleńką wysepką na Pacyfiku położoną na północny zachód od Australii. Formalnie należy do archipelagu Wysp Salomona, jednak kulturowo jej mieszkańcom bliżej do Polinezyjczyków.

Z badań archeologicznych wynika, że pierwsi ludzie mieszkali tam już trzy tysiące lat temu. Niby zwyczajna, egzotyczna wyspa, jakich w tamtym rejonie wiele. Jednak nie całkiem. Fenomenem Tikopii jest fakt, że od wieków zamieszkuje ją zawsze około 1200 osób. Zasoby roślinne i zwierzęce pozwalają na wyżywienie tylko takiej populacji.

Eksperymenty ze zwiększaniem liczby ludności skończyły się źle. Kiedy w latach 1929–1952 wzrosła ona do 1753 osób, zapanował głód i część mieszkańców musiała przenieść się na sąsiednie wyspy. Jak więc Tikopianie panują nad wielkością populacji? Przez stulecia wypracowano siedem metod, z których część opiera się na restrykcyjnej kontroli liczby urodzeń.

Po pierwsze więc coitus interruptus, czyli stosunek przerywany; po drugie aborcja wykonywana przez uciskanie brzucha ciężarnej lub układanie na nim gorących kamieni, numer trzy to zabijanie noworodków, najczęściej przez uduszenie, cztery – przymusowy celibat najmłodszego rodzeństwa, pięć – samobójstwo, np. przez wypłynięcie bez łodzi na otwarte wody oceanu, i sześć – eksterminacja wykonana na jednym z czterech klanów przez pozostałe trzy. Większość z tych sposobów wydaje się wręcz nieludzka, jednak z perspektywy Tikopian to naturalne poświęcenie jednostek dla dobra ogółu. MK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *