Jak się kłócić?

Czy w związku należy za wszelką cenę unikać kłótni, czy raczej dawać „na gorąco” upust swojej frustracji lub niezadowolenia z zachowania partnera?

Kłóćmy się, gdy trzeba

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że trudno mnie wyprowadzić z równowagi. Staram się wszelkie spory załatwiać polubownie, a najlepiej ich unikać. Złe emocje nie służą niczemu, a na pewno nie wpływają pozytywnie na relacje międzyludzkie. Są jednak granice w gotowości do kompromisu i zamiatania niewygodnych faktów pod dywan. Czasami bywa to równie destrukcyjne i wcale nie rozwiązuje problemu, lecz go pogłębia. Dlatego uważam, że zdrowa kłótnia, jako konfrontacja odmiennych poglądów, nie musi być czymś złym. Przeciwnie, pozwala uniknąć tłumionych niezdrowych emocji, poczucia wzajemnego niezrozumienia i alienacji z tym związanej. Poza tym, kto powiedział, że kłótnię należy prowadzić śmiertelnie poważnie?

Scysje to początek końca

Ok, można dochodzić do kompromisów i na spokojnie się dogadywać, ale to tylko teoria. W praktyce, jeśli górę wezmą emocje, a argumenty nie docierają do drugiej strony, to kulturalna konwersacja zamienia się w obrzydliwą chryję pełną wyzwisk i potłuczonych talerzy. Kłótnie zaburzają harmonię w związku i niszczą poczucie stabilizacji. Frustracje piętrzą się w nieskończoność, a to pierwszy gwóźdź do trumny szczęśliwej relacji. Psychologowie mówią, że warto wykrzyczeć sobie w oczy to, co nas boli, ale czasem można powiedzieć za dużo, a jak wiadomo słowa ranią bardziej niż czyny. Gdyby nie awantury, byłoby nudno? Możliwe, ale chyba lepiej energię potrzebną do zgrzytów i pyskówek spożytkować w łóżku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *