Piękne i niezdobyte

Pływową wyspę na Atlantyku odwiedza rocznie 3,2 mln turystów, których przyciąga niezwykła uroda miejsca.

Mont Saint-Michel nie zawsze był wyspą. W czasach starożytnych wzgórze otaczał las Scissy, zamieszkiwany przez celtyckie plemiona. One jako pierwsze dostrzegły religijny potencjał miejsca, czcząc na szczycie galijskiego boga słońca Belenosa. Kiedy Normandia uległa chrystianizacji, jego miejsce zajął święty Szczepan. Ale i jego kult nie przetrwał, ustępując świętości Michałowi Archaniołowi, który objawił się biskupowi pobliskiego Avranches i polecił mu zbudowanie kościoła na skale. Miało to miejsce w 709 roku i wkrótce wyspa zyskała nazwę Mont Saint-Michel, czyli Góra Świętego Michała. Kamienna kaplica stała się miejscem pielgrzymek, a w miarę upływu lat zastąpił ją gotycki klasztor i opactwo benedyktyńskie opasane grubymi murami warownymi. U podnóża wyrosły zajazdy, gospody i sklepy dla pątników. Zostały one zgrupowane przy jedynej na wyspie ulicy, która do dziś zachowała swój średniowieczny wygląd i funkcję – w zabytkowych budynkach mieszczą się hotele i restauracje, bo pielgrzymów zastąpili turyści. Trudno się dziwić ich oblężeniu, bo Saint Mont-Michel skąpany w promieniach zachodzącego słońca, spowity mgłą lub rozświetlony w nocy to widok, który warto choć raz zobaczyć na własne oczy.

O wyjątkowości miejsca decyduje nie tylko malownicza architektura i położenie, ale również pływy morskie, postępujące bardzo szybko i sięgające nawet kilkanaście metrów różnicy poziomów. Czasami są one na tyle wysokie, że zalewają groblę łączącą z kontynentem. Każdy przypływ poprzedzany jest biciem dzwonów.

 

zdj. shutterstock

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *